Wiem czemu nie umiem poradzić sobie z obrazami Andre.
W jego obrazach wszystko się przenika. Nie wiesz czy to jeszcze płaszcz, czy deszcz, ściana w ciele, ciało we włosach. Kolory ramion, sukien spadają w chodniki, a parasole kroplami wplatają się w płaszcze. Jak on to malował? Musiał jednocześnie kłaść wszystkie kolory i płaszcza i ścian i włosów. Tu nic nie jest położone najpierw i potem. Doprawdy trudne. Malując opowiadałam o tym, jak się we mnie wszystko miesza. Nie wiem już gdzie samotność, gdzie radość, czy czułość w pragnieniu czy pragnienie w serca życzliwości… Zdecydowanie nie szaleję tak szpachlem jak Andre.
